Nie umiem, nienawidzę się rozstawać z nikim i z niczym, co niechcący pokochałem. Nigdy nie myślałem, że będę zdolny do tak bezinteresownego uczucia, jakim jest miłość. Jednak kiedy ją poznałem wszystko się zmieniło. Chciałem stać się lepszy dla niej, bo wiedziałem, że na to zasługuje, a teraz? Nic nie jest dla mnie ważne, nic już mnie nie obchodzi, nic i nikt nie jest w stanie obudzić we mnie tak silnych uczuć, co ona.
Może Ludmiła ma rację. Może nie warto kochać, bez sensu się przejmować, bo miłość potrafi tylko ranić. Jedno wiem na pewno - uczucia są przereklamowane, a życie bez miłości dużo prostsze. Powinienem patrzeć na to z tej strony. Nikt nie będzie wymagał ode mnie zmiany, nikt nie będzie w stanie wymusić na mnie czegokolwiek i w końcu nikt nie będzie mnie oceniał.
Przelotnie spoglądam na zegarek stojący na nocnym stoliku. Trzynasta czterdzieści siedem, sobota. Dokładnie pięć dni temu wszystko się skończyło.
Po chwili namysłu zrzucam z siebie bawełnianą pościel i wstaję z łóżka. Kieruję się do kuchni, by zrobić sobie jakieś "śniadanie". Otwieram lodówkę i zdaję sobie sprawę, że jej wnętrze nie jest oszałamiające. Dawno nie robiłem zakupów... Mam do wyboru płatki z mlekiem, albo nieświeże jajka. Bez zastanowienia wyciągam mleko z chłodziarki i zamykam ją. W tym samym momencie słyszę pukanie do drzwi. Nie muszę długo się namyślać, by wiedzieć kto to.
- Ludmiła możesz sobie darować i tak ci nie otworzę.
- Zrezygnowałam dla ciebie z olejowania włosów u najlepszego fryzjera w mieście, a ty masz jeszcze czelność mówić mi, że mnie nie wpuścisz?! - wydziera się jeszcze mocniej waląc w drzwi.
Przewracam oczami. Nie prosiłem jej o to, ale z powodu takiego "wyrzeczenia" postanawiam jej jednak otworzyć. Spogląda na mnie z odrazą wymalowaną na twarzy. Przyznam, trochę się zapuściłem, ale jeszcze nie jest tak źle.
- Ubrałbyś się chociaż.
No tak, bokserki i koszulka to ostatnio jedyne co noszę.
- Nie zamierzałem dzisiaj przyjmować gości. - ripostuję.
Blondynka posyła mi tę swoją wrogą minę i nie pytając o zgodę wprasza się do środka. Bacznym okiem rejestruje wnętrze mojego domu, a jej wzrok zatrzymuje się na stole w jadalni. Wciąż spoczywa na nim świecznik, dwa brudne talerze, kieliszki i butelka po winie.
- Nie miałem weny do sprzątania, okej? - tłumaczę zbierając zastawę. Przechodzę do kuchni i wrzucam wszystko do zmywarki. Nie zważając na obecność Ferro wracam do przygotowywania sobie płatków. Po chwili dziewczyna również znajduje się przy wyspie kuchennej.
- Widzę, że smakowało jej wino z przeceny. - zagaduje. Nie wiem do czego zmierza, ale mogę się założyć, że nie chodzi tu tylko o wyprzedaż w supermarkecie. - No, ale tak już jest. Tanie dziewczyny lubią tanie rzeczy.
Zaciskam dłoń na kartonie mleka, a krew odpływa mi z twarzy. Czuję, że zaraz eksploduję. Odwracam się, łapię ją za nadgarstek i gromię spojrzeniem.
- Nie waż się nigdy więcej jej tak nazywać, jasne?
- Diego, a jak mam ją nazwać?! - wykrzykuje. - To przez tę sukę od pięciu dni nie wychodzisz dalej, niż do swojej kuchni. To przez nią zmieniłeś się w kogoś kim nie jesteś. To ona dała ci nadzieję na coś więcej, a w ciągu jednego wieczoru od tak ci ją zabrała. Nie spodziewaj się, że będę miała szacunek do kogoś, kto tak potraktował mojego najlepszego przyjaciela.
Tak wiele z tego co powiedziała jest prawdą, jednak Lu nie wie tego, co ja wiem o Violetcie i nigdy się nie dowie. Mimo naszego rozstania nie zamierzam dzielić się jej tajemnicą z nikim, nawet z Ludmiłą. Kiedyś na pewno bym tak zrobił. Dopiero teraz widzę, że ta dziewczyna bardzo mnie zmieniła. Nie czuję się teraz naprawdę sobą.
- Możemy zakończyć ten temat? Nie chcę o niej rozmawiać.
- Nawet nie wiesz jak się cieszę, że to w końcu powiedziałeś. - uśmiecha się do mnie. - A teraz ubieraj się. Zabieram cię na prawdziwy obiad.
~~~
Jestem szczęśliwa. Szczęśliwa bez niego. Szczęśliwa bez wszystkiego co z nim związane, bo wszystko co było z nim związane już nie istnieje. Ja i moje łóżko to związek idealny. Zero kłótni, zero łez, zero złości, a jak dużo czasu spędzonego razem.
Codziennie w ten sposób próbuję oszukać samą siebie, mimo że za każdym razem widzę, że to niewykonalne. Zaczynam za nim tęsknić. Za jego głosem, uśmiechem, dotykiem. Mimo tej nieprzeniknionej pustki wychodzę do ludzi, rozmawiam z nimi, a nawet czasami się uśmiechnę, ale nikt nie wie ile lat pracowałam, by wyćwiczyć rolę, którą gram w tym przedstawieniu wyreżyserowanym przez życie. Rolę, którą odgrywałam przez te wszystkie lata upokarzania i przemocy. Rolę radosnej nastolatki.
Tak naprawdę Diego był jedyną osobą, przy której nie musiałam udawać. Mogłam porozmawiać z nim o rzeczach, o których nikt z mojego otoczenia nawet nie wie. Co z tego, że mam przyjaciół skoro z żadnym z nich nie mogę szczerze porozmawiać? To, że przez cały okres dorastania muszę radzić sobie sama już mnie przytłacza. Może w końcu czas zdjąć maskę i dać wszystkim do zrozumienia, że moje życie wcale nie jest takie kolorowe? Wszystko na pewno byłoby o wiele łatwiejsze...
Od pięciu dni jedyna dobra wiadomość, którą usłyszałam to powrót mojego ojca do pracy, co jest jednoznaczne z tym, że większość czasu będzie spędzał poza domem. Oczywiście nie obejdzie się bez uczczenia tego kolacją z Angie, która ma być już jutro, jednak nie mam nastroju na rodzinne kolacyjki w "kochającym" się gronie...
Na ziemie sprowadza mnie dźwięk zwiastujący nową wiadomość. Szybko gramolę się z łóżka, by odczytać SMSa.
Tak naprawdę Diego był jedyną osobą, przy której nie musiałam udawać. Mogłam porozmawiać z nim o rzeczach, o których nikt z mojego otoczenia nawet nie wie. Co z tego, że mam przyjaciół skoro z żadnym z nich nie mogę szczerze porozmawiać? To, że przez cały okres dorastania muszę radzić sobie sama już mnie przytłacza. Może w końcu czas zdjąć maskę i dać wszystkim do zrozumienia, że moje życie wcale nie jest takie kolorowe? Wszystko na pewno byłoby o wiele łatwiejsze...
Od pięciu dni jedyna dobra wiadomość, którą usłyszałam to powrót mojego ojca do pracy, co jest jednoznaczne z tym, że większość czasu będzie spędzał poza domem. Oczywiście nie obejdzie się bez uczczenia tego kolacją z Angie, która ma być już jutro, jednak nie mam nastroju na rodzinne kolacyjki w "kochającym" się gronie...
Na ziemie sprowadza mnie dźwięk zwiastujący nową wiadomość. Szybko gramolę się z łóżka, by odczytać SMSa.
Od: Nati
Wiem, że wciąż masz doła po tym debilu, ale jest meega impreza dzisiaj w Manhattanie i po prostu musimy na niej być. Spotkamy się wcześniej, pogadamy. Odezwij się.
Wysłane: 14:52
Czy tak trudno zrozumieć, że normalna dziewczyna po rozstaniu z chłopakiem zazwyczaj zakopuje się pod kołdrą w swoim pokoju, je lody czekoladowe i ogląda komedie romantyczne, a nie chodzi na imprezy? Ale czy ja jestem "normalną" dziewczyną? Co prawda nie mam ochoty wychodzić ze swojego pokoju, ale taki nocny wypad może poprawi mi humor. W końcu nic innego nie mam do roboty.
~~~~~~~~~~~~
Wbrew pozorom to nie drugi sezon.
To tak jakby pierwszy rozdział drugiej części (?)
pierwszego sezonu, albo coś w ten deseń.
Mam nadzieję, że z entuzjazmem przyjmiecie
inne perspektywy w opowiadaniu, bo przyznam,
że nadal zastanawiam się czy taki "styl" to dobry wybór.
Wszystko pozostawiam Wam do oceny
Dobranoc! ♥

spóźniona z komentarzem!
OdpowiedzUsuńNie no, rozdział genialny świetny mam dalej wymieniać?
Oj, ta Ludmiła cała ona.
Czekam na next
życzę weny
Pozdrawiam
Natalia <3
Zostałaś nominowana do LBA na moim blogu
Usuńhttp://violettowepisanie.blogspot.com/
Dominguezowa (kiedyś Pani Dominguez)
Super rozdział ;)
OdpowiedzUsuńZostałaś nominowana do LBA
OdpowiedzUsuńhttp://demonio-princesa.blogspot.com/