Zastanawiając się nad tym w tej chwili nie potrafię ocenić słuszności pierwszej poważnej decyzji w moim życiu. Wtedy myślałam tylko o tym jak trudno będzie mi utrzymać w sekrecie moją tajemnicę wśród tylu nowych ludzi. Poza tym musiałabym wymyślać kolejne kłamstwa, oszukiwać na starcie nowo poznane osoby. Nie chciałam tego, dlatego kosztem mojej przyszłości wybrałam porzucenie nauki. Kiedy ktoś zadawał mi pytanie "Do jakiej szkoły idziesz?" nie czułam zażenowania z powodu mojej rezygnacji. Wręcz przeciwnie zawsze odpowiadałam, że po prostu kończę z nauką. Nie obchodziło mnie co myśleli o mnie nauczyciele, uczniowie, czy sąsiedzi. Zawsze byłam inna i nigdy mi to nie przeszkadzało. Kiedy w wieku przedszkolnym wszystkie dziewczynki bawiły się lalkami lub pluszakami, ja wolałam wspinać się po drzewach. Co prawda nie jestem dumna z tego, że porzuciłam naukę, jednak nie uważam by był to powód do wstydu. Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że gdyby nie Natalia najpewniej nie dostałabym żadnej pracy. Będę jej wdzięczna już do końca życia, ponieważ była jedną z niewielu osób, które w tamtym czasie podały mi pomocną dłoń.
Diego najwidoczniej nie spodziewał się usłyszeć czegoś takiego. Po krótkiej chwili postanawia dalej drążyć temat.
- To przez niego nie chciałaś się dalej uczyć?
- Sam wiesz. - odpowiadam biorąc w dłoń widelec. - Marzyłam o szkole z internatem, jednak by się zapisać potrzebna była zgoda rodzica, a możesz się domyśleć jaki mój ojciec miał stosunek do tego pomysłu. Nie chciał pozbyć się pomocy domowej.
Zapanowała niezręczna cisza, którą przerywa jedynie szmer widelców szurających po talerzach.
- Jak dotąd odpowiedziałam na każde twoje pytanie, a ty? - Widząc zdziwienie na twarzy chłopaka prostuję. - Powiesz mi gdzie nauczyłeś się grać?
- Myślałem, że będziesz zadawać jakieś trudniejsze pytania. - ripostuje w geście obrony. Gromię go spojrzeniem. - Chodziłem do takiej szkoły muzycznej, On Beat Studio.
- Chodziłeś? Skończyłeś już ją?
- Można tak powiedzieć.
- Diego... - mówię błagalnie. - Wiesz, że nie lubię niedopowiedzeń.
- Dobra, niech ci będzie. Wywalili mnie, okej?
- Jak to? Za co?
- Violetta, naprawdę musimy o tym rozmawiać? - przewraca oczami, a na jego twarzy pojawia się grymas. On naprawdę nie chce o tym gadać, ale ja nigdy nie daję za wygraną.
- Tak, musimy. Mieliśmy być ze sobą szczerzy, zapomniałeś? Mówiąc półprawdę to tak jakbyś mnie okłamał.
- Okej, ale obiecaj mi, że wysłuchasz mnie do końca. - Od razu przytakuję, a Hernandez opróżnia swój kieliszek z alkoholem. - Pod koniec ostatniego semestru na korytarzu wdałem się w bójkę z uczniem. Nigdy go nie lubiłem, jednak starałem się go ignorować. Tego dnia dowiedział się, że moja mama wyjechała zostawiając mnie samego. Zaczęło się od paru głupich komentarzy, ale kiedy powiedział, że mój ojciec zwiał przed porodem, a matka w końcu zmądrzała i zrobiła to samo coś we mnie pękło. Rzuciłem się na niego z pięściami. Próbował się bronić, ale... - przerywa.
Spoglądam na niego. Oczy mu pociemniały, a jak dotąd luźno trzymaną rękę zacisnął na jednym ze sztućców. Ja sama ograniczam się tylko do obserwacji jego zachowań, ponieważ jestem tak zszokowana tym wyznaniem, że ciało odmawia mi posłuszeństwa.
W tej chwili czuję te wszystkie negatywne emocje, których tak bardzo się obawiałam - złość, strach, żal, smutek, niepokój, przerażenie. Jednak wśród całej tej mieszanki pojawia się zarazem silne współczucie.
Moje zwiotczałe mięśnie decydują się jedynie na zadanie pytania.
- Ten chłopak... - szepczę zdecydowanie za cicho. - Co mu się stało?
Nie odpowiada, a nawet nie wygląda jakby miał zamiar to zrobić.
- Diego, co mu zrobiłeś?! - powtarzam odważniej.
- Byłem w kompletnym amoku i kiedy wszyscy próbowali mnie od niego odciągnąć zebrałem całą swoją siłę i popchnąłem go. Uderzył tyłem głowy o ścianę. - urywa. Nie patrzy na mnie, wzrok ma nieobecny, skupiony na jednym punkcie gdzieś za mną. - Według lekarzy uszkodziłem mu wtedy płat potyliczny przez co częściowo stracił wzrok.
Cisza wypełnia całe pomieszczenie, jednak w mojej głowie aż huczy od natłoku myśli. Wszystkie sprowadzają się do jednego wniosku - Diego nie panuje nad swoją agresją. Oznacza to, że niewiele różni się od tyrana z którym żyję, a przecież przez te wszystkie lata chciałam uciec od życia pełnego przemocy. Ten chłopak mógł zupełnie stracić wzrok! Mój ojciec mnie bije, jednak jeszcze nigdy nie zaznałam tak poważnego urazu. Czy to oznacza, że mój chłopak jest jeszcze gorszy od niego.
Dopiero po kilku minutach zauważam, że Diego kucnął przy mnie i z niepokojem obserwuje każdy mój ruch.
- Proszę odezwij się...
- Czy kiedykolwiek zdarzyło ci się coś podobnego? Czy przed albo po tym wydarzeniu kogoś pobiłeś? - pytam głosem wypranym z emocji. W głębi serca mam nadzieję, że powie nie. Tak bardzo bym chciała by to zrobił, jednak im dużej się zastanawia, tym bardziej jestem pewna, że powie...
- Tak. - przyznaje. - Kilka razy.
- Błagam powiedz, że to wszystko nieprawda, że to tylko głupi żart.
- Chciałbym żeby tak było.
Ze wszystkich sił staram się go zrozumieć, ale zdaję sobie sprawę, że nie potrafię i nie chcę. Jeżeli okażę wyrozumiałość dla jego czynu zdradzę samą siebie. Dając mu taką kontrolę nade mną sprzeniewierzę wszystko co jest dla mnie ważne. Nie rozumiem go. Nie rozumiem ani jego, ani mojego ojca, ani żadnego człowieka, który w taki sposób okazuje swoją złość. Co za ironia, że kiedyś czułam się przy nim bezpieczniej niż w domu. Nigdy nie pomyślałabym, że Diego mógłby mnie w jakikolwiek sposób skrzywdzić, a teraz? Nie mogę być pewna nawet tego.
Hernandez spogląda na mnie tym swoim smutnym wzrokiem.
- Parę lat temu marzyłam o tym, by mój chłopak był kompletnym przeciwieństwem mojego ojca, kiedy ciebie poznałam myślałam, że to właśnie ty, ale okazuje się, że jesteś taki sam jak on.
- Wiesz, że to nieprawda. Już od dawna nad sobą panuję.
- Nawet nie wiesz, jak bardzo chciałabym ci wierzyć. - Moja dłoń jakimś sposobem znajduje się na jego policzku. Zamyka oczy pod wpływem mojego dotyku.- Ale nie mogę. - zabieram rękę. - Dlatego musimy zrobić sobie przerwę.
Diego najwidoczniej nie spodziewał się usłyszeć czegoś takiego. Po krótkiej chwili postanawia dalej drążyć temat.
- To przez niego nie chciałaś się dalej uczyć?
- Sam wiesz. - odpowiadam biorąc w dłoń widelec. - Marzyłam o szkole z internatem, jednak by się zapisać potrzebna była zgoda rodzica, a możesz się domyśleć jaki mój ojciec miał stosunek do tego pomysłu. Nie chciał pozbyć się pomocy domowej.
Zapanowała niezręczna cisza, którą przerywa jedynie szmer widelców szurających po talerzach.
- Jak dotąd odpowiedziałam na każde twoje pytanie, a ty? - Widząc zdziwienie na twarzy chłopaka prostuję. - Powiesz mi gdzie nauczyłeś się grać?
- Myślałem, że będziesz zadawać jakieś trudniejsze pytania. - ripostuje w geście obrony. Gromię go spojrzeniem. - Chodziłem do takiej szkoły muzycznej, On Beat Studio.
- Chodziłeś? Skończyłeś już ją?
- Można tak powiedzieć.
- Diego... - mówię błagalnie. - Wiesz, że nie lubię niedopowiedzeń.
- Dobra, niech ci będzie. Wywalili mnie, okej?
- Jak to? Za co?
- Violetta, naprawdę musimy o tym rozmawiać? - przewraca oczami, a na jego twarzy pojawia się grymas. On naprawdę nie chce o tym gadać, ale ja nigdy nie daję za wygraną.
- Tak, musimy. Mieliśmy być ze sobą szczerzy, zapomniałeś? Mówiąc półprawdę to tak jakbyś mnie okłamał.
- Okej, ale obiecaj mi, że wysłuchasz mnie do końca. - Od razu przytakuję, a Hernandez opróżnia swój kieliszek z alkoholem. - Pod koniec ostatniego semestru na korytarzu wdałem się w bójkę z uczniem. Nigdy go nie lubiłem, jednak starałem się go ignorować. Tego dnia dowiedział się, że moja mama wyjechała zostawiając mnie samego. Zaczęło się od paru głupich komentarzy, ale kiedy powiedział, że mój ojciec zwiał przed porodem, a matka w końcu zmądrzała i zrobiła to samo coś we mnie pękło. Rzuciłem się na niego z pięściami. Próbował się bronić, ale... - przerywa.
Spoglądam na niego. Oczy mu pociemniały, a jak dotąd luźno trzymaną rękę zacisnął na jednym ze sztućców. Ja sama ograniczam się tylko do obserwacji jego zachowań, ponieważ jestem tak zszokowana tym wyznaniem, że ciało odmawia mi posłuszeństwa.
W tej chwili czuję te wszystkie negatywne emocje, których tak bardzo się obawiałam - złość, strach, żal, smutek, niepokój, przerażenie. Jednak wśród całej tej mieszanki pojawia się zarazem silne współczucie.
Moje zwiotczałe mięśnie decydują się jedynie na zadanie pytania.
- Ten chłopak... - szepczę zdecydowanie za cicho. - Co mu się stało?
Nie odpowiada, a nawet nie wygląda jakby miał zamiar to zrobić.
- Diego, co mu zrobiłeś?! - powtarzam odważniej.
- Byłem w kompletnym amoku i kiedy wszyscy próbowali mnie od niego odciągnąć zebrałem całą swoją siłę i popchnąłem go. Uderzył tyłem głowy o ścianę. - urywa. Nie patrzy na mnie, wzrok ma nieobecny, skupiony na jednym punkcie gdzieś za mną. - Według lekarzy uszkodziłem mu wtedy płat potyliczny przez co częściowo stracił wzrok.
Cisza wypełnia całe pomieszczenie, jednak w mojej głowie aż huczy od natłoku myśli. Wszystkie sprowadzają się do jednego wniosku - Diego nie panuje nad swoją agresją. Oznacza to, że niewiele różni się od tyrana z którym żyję, a przecież przez te wszystkie lata chciałam uciec od życia pełnego przemocy. Ten chłopak mógł zupełnie stracić wzrok! Mój ojciec mnie bije, jednak jeszcze nigdy nie zaznałam tak poważnego urazu. Czy to oznacza, że mój chłopak jest jeszcze gorszy od niego.
Dopiero po kilku minutach zauważam, że Diego kucnął przy mnie i z niepokojem obserwuje każdy mój ruch.
- Proszę odezwij się...
- Czy kiedykolwiek zdarzyło ci się coś podobnego? Czy przed albo po tym wydarzeniu kogoś pobiłeś? - pytam głosem wypranym z emocji. W głębi serca mam nadzieję, że powie nie. Tak bardzo bym chciała by to zrobił, jednak im dużej się zastanawia, tym bardziej jestem pewna, że powie...
- Tak. - przyznaje. - Kilka razy.
- Błagam powiedz, że to wszystko nieprawda, że to tylko głupi żart.
- Chciałbym żeby tak było.
Ze wszystkich sił staram się go zrozumieć, ale zdaję sobie sprawę, że nie potrafię i nie chcę. Jeżeli okażę wyrozumiałość dla jego czynu zdradzę samą siebie. Dając mu taką kontrolę nade mną sprzeniewierzę wszystko co jest dla mnie ważne. Nie rozumiem go. Nie rozumiem ani jego, ani mojego ojca, ani żadnego człowieka, który w taki sposób okazuje swoją złość. Co za ironia, że kiedyś czułam się przy nim bezpieczniej niż w domu. Nigdy nie pomyślałabym, że Diego mógłby mnie w jakikolwiek sposób skrzywdzić, a teraz? Nie mogę być pewna nawet tego.
Hernandez spogląda na mnie tym swoim smutnym wzrokiem.- Parę lat temu marzyłam o tym, by mój chłopak był kompletnym przeciwieństwem mojego ojca, kiedy ciebie poznałam myślałam, że to właśnie ty, ale okazuje się, że jesteś taki sam jak on.
- Wiesz, że to nieprawda. Już od dawna nad sobą panuję.
- Nawet nie wiesz, jak bardzo chciałabym ci wierzyć. - Moja dłoń jakimś sposobem znajduje się na jego policzku. Zamyka oczy pod wpływem mojego dotyku.- Ale nie mogę. - zabieram rękę. - Dlatego musimy zrobić sobie przerwę.
~~~
Mam do Was bardzo ważne pytanie.
Mianowicie - czy chcielibyście krótsze rozdziały,
które będą pojawiały się częściej, czy może być tak jak jest?
Mam nadzieję, że dzisiejszy rozdział Wam się spodobał.
Miłego wieczoru!
Na końcu o mało co się nie popłakałam. Ale to z krótszy rozdziałami częściej. Spoko pomysły
OdpowiedzUsuńCo do rozdziału nie wiem jak stęskniłam się za tą historią, ale jest on świetny ale troszeczkę smutny (może tylko mi się tak wydaje że smutny ob ja ryczę na wszystkim)
Czkam na następne
Pozdrawiam Natalia <3
dlaczego? no dlaczego? Diego podobny do ojca Vilu? jak to?!;-;
OdpowiedzUsuńoni musza byc razem no...
ogolnie rozdzial supi tylko troche za smutny :( czekam na next