niedziela, 8 maja 2016

Rozdział XXIV


Przyglądam się uważnie poczynaniom Nati, która regularnie co kilkanaście sekund wyrzuca z mojej szafy coraz większe ilości ubrań. Nie chcę jej psuć zabawy dlatego też z rozbawieniem obserwuję ten proces. W końcu mój ojciec pojechał podpisać coś w biurze, więc mamy trochę czasu by coś wybrać.
 - Wiesz co? Nadal nie rozumiem dlaczego zerwaliście. - stwierdza pokazując mi koronkową, lekko rozkloszowaną sukienkę w ciemnym odcieniu szarości. Przecząco kiwam głową. - Nie, żeby mnie to jakoś specjalnie zdziwiło.
- Po prostu... - szukam odpowiednich słów, by nie zdradzić za wiele. - Diego powiedział mi coś o sobie. Coś o wiele gorszego niż to, że miał wiele innych dziewczyn przede mną.
Zmuszam samą siebie do wypowiedzenia jego imienia, a kiedy to robię momentalnie się spinam. Przez głowę przemyka mi myśl "Ciekawe czy za mną tęskni? Ciekawe co u niego?". Chciałabym wiedzieć. Chciałabym go usłyszeć, dotknąć, przytulić, pocałować... Karcę samą siebie za tak egoistyczne myśli. To JA to zakończyłam. To JA nie chciałam dalej ciągnąć czegoś, co skończyłoby się cierpieniem nas obojga. Zrobiłam to, co uważałam za słuszne, a chyba wiem co dla mnie dobre... Muszę się pogodzić z tym wyborem i zapomnieć. Tak będzie najlepiej.

- Widzę, że nie masz ochoty na szczerą rozmowę...
- Obiecuję ci, że niedługo opowiem ci o wszystkim, ale dzisiaj nie chcę sobie psuć humoru.
Jeśli powiedziałabym Natalii o przyczynie naszego zerwania, musiałabym wyjawić to, co dzieje się w moim domu, gdy zostaję w nim sama z ojcem, a wciąż nie jestem na to gotowa, mimo że coraz częściej chciałabym podzielić się z nią tym wszystkim.
Nati wzrusza ramionami po czym wraca do dalszych badań wnętrza mojej szafy. Wreszcie jej euforyczny wrzask "Mam!" kończy poszukiwania kreacji na dzisiejszy wieczór.
Wybrała czarny, obcisły crop top z suwakiem biegnącym przez jego środek, szorty z wysokim stanem i ćwiekami na tylnych kieszeniach oraz ciemne lity, połączyła to wszystko z metalicznym naszyjnikiem z kolców. Jak dobrze, że nie mam żadnych świeżych siniaków...
- Ubieraj się i wychodzimy! - pisnęła podekscytowana. Ona sama miała na sobie dopasowaną czerwoną sukienkę sięgającą do połowy uda oraz beżowe szpilki, przepięknym akcentem był długi złoty wisiorek.
Wychodzę z pokoju i kieruję się do łazienki. Kolejno zakładam na siebie wszystkie części mojego stroju. Już kompletnie ubrana spoglądam na swoje odbicie w lustrze. Widzę dziewczynę. Dziewczynę, która się uśmiecha, chociaż w środku krwawi. Dziewczynę, która ma na sobie wyzywające ciuchy, których pewnie by nie założyła gdyby nadal była z pewnym Hiszpanem. Dziewczynę, która sama już nie wie co robi, jednak mimo wszystko się uśmiecha. Uśmiecha się, bo nie chce być postrzegana jako ta słaba, bo tak naprawdę jest silna. Silniejsza niż ktokolwiek mógłby sobie wyobrazić.
~~~
- Co sądzisz? - niespodziewanie pyta Ludmiła otwierając drzwi przymierzalni. Gdybym wiedział, że wspólny obiad ma oznaczać krążenie po galeriach handlowych zostałbym przy swoich płatkach. 
- Może być. 
- Nawet nie spojrzałeś. - zauważa lekko poirytowana. Podnoszę wzrok. Blondynka ma na sobie delikatnie połyskującą srebrną sukienkę opinającą jej drobne ciało. - I co? Kupić ją?
- Przecież wiesz, że nie znam się na ciuchach. - burczę przewracając oczami i powracam do grania w grę na moim smartphonie. - W ogóle nie wiem po co ci ona? Masz dużo tych wszystkich szmat.
- Przecież muszę mieć coś nowego. W końcu idziemy dzisiaj do Manhattanu.
Spoglądam na nią spode łba. Rozumiem to, że wyciągnęła mnie na miasto, bo w końcu trzeba wyjść z domu, pooddychać świeżym powietrzem i takie tam, ale nigdy nie namówi mnie na imprezę. Jedyne czego chcę po dzisiejszych wojażach po sklepach to samotność i święty spokój.
- Nigdzie nie idę. - oznajmiam po chwili. - Nie przekonasz mnie.
- Wiedziałam, że tak będzie dlatego zaprosiłam jakieś laski, które poznałam u kosmetyczki. - Już przebrana wychodzi z przymierzalni. Zbliża się i szepcze mi do ucha. - Niektóre są nawet lepsze, niż ta twoja Violetta.
Kolejny raz słyszę jej imię i kolejny raz wszystko wraca, jak bumerang. Każde słowo, każda kłótnia, każdy pocałunek, każde spotkanie i już nie mogę zatrzymać lawiny wspomnień. Nie jestem w stanie wymazać z pamięci mojej własnej definicji jej imienia, którą tworzyła ona sama kiedy się uśmiechała, żartowała, słuchała, milczała. Kiedy po prostu była ze mną.
Zamykam oczy i biorę parę głębokich wdechów. Powoli znowu staję na ziemi.
- Prosiłem żebyś o niej nie wspominała. - warczę cofając się o krok.
- Nie będę jeśli pójdziesz ze mną na imprezę. - sili się na tą swoją minę zbitego psa. Od lat wprowadza mnie tym spojrzeniem w poczucie winy i jeszcze nigdy jej nie odmówiłem. Niech to szlag, jest naprawdę przekonywującą aktorką.
- Niech ci będzie...
Ludmiła wydaje z siebie pisk przez który uwaga wszystkich klientów skupia się na nas. Tej imprezy na pewno nie zaliczę do udanych.
~~~
Wchodzimy do wnętrza klubu i widzę jak męskie grono przygląda nam się z uznaniem i pożądaniem wymalowanym na twarzach. Świadomość, iż przyciągamy uwagę niejednego chłopaka wcale mnie nie cieszy.
Według Natalii dobra zabawa to świetny sposób, aby zapomnieć, więc jeśli to w jakimkolwiek stopniu może mi pomóc w uleczeniu dziury w sercu to jestem w stanie bawić się do rana, aż zabraknie mi sił, albo trzeźwości umysłu.
Z przyjaciółką u mego boku przemierzam klub próbując dostać się do baru. Nie jest to łatwe, gdyż musimy przecisnąć się przez tłumy tańczących. Jesteśmy już tak blisko, gdy nagle ktoś niespodziewanie oblewa mnie jakimś trunkiem. Siadamy na stołkach pokrytych czerwoną skórą, a moja towarzyszka gestem dłoni przywołuje barmana. Chłopak o blond czuprynie nie spiesząc się podchodzi bliżej. Wygląda na góra pięć lat starszego od nas i muszę przyznać, że jest naprawdę przystojny. 
- Dwa shot'y! - komunikuje Vidal, a blondyn od razu przystępuję do pracy, podczas gdy ja rozglądam się dookoła.
Wnętrze naprawdę robi wrażenie. Oczywiście pierwszą rzeczą, którą można zauważyć, a tak właściwie usłyszeć jest muzyka. Energiczne i rockowe rytmy z mocnym wokalem zachęcają wszystkich do tańca. Parkiet wręcz pęka w szwach przez co nie mogę przyjrzeć się dokładniej wnętrzu. Po dłuższej chwili obserwacji udaje mi się zlokalizować usytuowaną na wzniesieniu scenę, na której gra jakaś kapela.Cały budynek spowija półmrok, który przebijają podświetlane elementy wystroju takie jak bar, czy kolumny. Dodatkowymi detalami oświetlenia są LED'owe panele, świecące na  zielono i niebiesko, a także tańczące na ścianach i suficie kolorowe światła. Całość prezentuje się naprawdę wyjątkowo.
Obracam się z powrotem w stronę barmana, który właśnie podaje zamówienie uśmiechając się do nas. Szybko opróżniam kieliszek, jednak na jakiekolwiek tańce nie mam dziś ochoty, mimo że muzyka jest tak żywiołowa.
Natalia komunikuje, że idziemy na parkiet, jednak odmawiam i zostaję przy barze zamawiając coraz większe ilości alkoholu....


~~~~~~
Chciałam bardzo, bardzo gorąco przeprosić za tak długą, bo aż dwumiesięczną przerwę.
Pierwszy raz, aż tak nawaliłam.
Nie mogłam skupić się na pisaniu najpierw przez egzaminy, a potem przez poprawianie ocen.
 Teraz mogę obiecać, że będzie tylko lepiej.
Jutro odpowiem na wszystkie pytania z LBA i gdy będę miała w zanadrzu jeszcze trochę wolnego czasu zabiorę się za pisanie rozdziału. Mam nadzieję, że napiszę go szybko, bo chciałabym wynagrodzić Wam w jakimś stopniu moją nieobecność.
Dobrej nocy ♥
PS: Zapraszam do obejrzenia mojego pierwszego fanvideo!

1 komentarz:

  1. Cudny rozdział!
    Przepięknie piszesz.
    Z niecierpliwością czekam na następny.
    Aleksandra

    OdpowiedzUsuń

To Wasze komentarze dają mi największą motywację. Pamiętajcie, że dla Was to parę minut, a dla mnie radość na cały dzień ♥