poniedziałek, 5 października 2015

Rozdział XVIII


Cisza. Niezręczna, męcząca i irytująca cisza wciąż wisi pomiędzy nami. Obojgu nam to ciąży, lecz żadne nie chce tego zmienić, jakby wraz z wypowiedzianym słowem moglibyśmy zburzyć jakąś bezpieczną strefę wątpliwości. Wie, że stąpa po bardzo kruchym lodzie, a pytając o cokolwiek wpadłby pod jego taflę. Pewnie dlatego woli milczeć, a ja za nic nie mogę zacząć rozmowy, dlatego po prostu stoimy i wpatrujemy się w siebie, zamiast podjąć jakiekolwiek działania. Po paru minutach, które dla mnie minęły jak godziny, w końcu słyszę jego głos.