niedziela, 27 grudnia 2015

Rozdział XXI


W przedpokoju wita mnie półmrok. Ścienne lampy są przygaszone tworząc niesamowity nastrój. Kiedy byłam tu rano w przedpokoju panował lekki bałagan, podczas gdy teraz gości tu idealny, wręcz pedantyczny porządek. Buty równo poukładane na wycieraczce, z szafy nie wystają już żadne kurtki, a na podłodze nie leżą żadne ubrania. W oddali słyszę piękną muzykę, jakby dźwięki gitary. Melodia która pieści moje zmysły dochodzi zapewne z salonu, dlatego też właśnie do niego się kieruję.
Nie myliłam się - Diego siedzi na kanapie tyłem do mnie z piękną gitarą wykonaną z czarnego, lakierowanego drewna. Nie chcę mu przerywa, chociaż może bardziej nie chcę by przestawał. Z rozmarzenia opieram głowę o działową ścianę. Delikatne tony tego instrumentu koją moje skołatane nerwy w sposób o jakim bym nie pomyślała. Ta muzyka jest po prostu piękna.
Na ziemię sprowadza mnie nagła cisza, którą szybko przerywam.

- Nie wiedziałam, że tak świetnie grasz.
Diego obraca się i trochę speszony szybko odkłada gitarę na stojak. Podchodzi do mnie i całuje mnie w policzek na powitanie.
- Długo już mnie tak podsłuchujesz? - pyta oplatając dłońmi moją talię.
- Wystarczająco, by stwierdzić, że masz talent. - przyznaję z uznaniem. - Gdzie nauczyłeś się grać?
- Widzę, że nie jesteś już na mnie zła. - Jest prawie tak dobry w zmianie tematu, jak ja. Oswabadzam się z jego uścisku i wolnym krokiem kieruję się w stronę kuchni. Słyszę za sobą jego westchnięcie.
- Chyba jeszcze trochę jestem.
Muszę się z nim podroczyć. Nie chcę by pomyślał, że ta "szczera kolacja" jest już niepotrzebna.
Diego podąża za mną i  kolejny raz próbuje usidlić mnie w swoich ramionach, jednak ja uciekam. Dobiegam do jednego końca wyspy kuchennej, a Hiszpan do drugiego. Wybucham śmiechem.
- To nie jest śmieszne. - Za wszelką cenę stara się utrzymać powagę, ale widzę, że nie może powstrzymać uśmiechu. Podejmuje próbę złapania mnie, jednak jestem nieco szybsza. Biegnę z powrotem do salonu, a już po chwili jestem na schodach. Przez nieuwagę źle stawiam stopę na jednym ze stopni i lecę do tyłu. Przygotowuję się na spotkanie z twardą podłogą, ale nic takiego się nie dzieje. Chłopak był tuż za mną i łapie mnie w odpowiedniej chwili udaremniając upadek.
- Uratowałem cię, chyba należy mi się jakaś nagroda. - posyła mi ten swój łobuzerski uśmieszek powoli pochylając się nade mną. Nie, nie mogę tego zrobić. Nasze usta dzielą centymetry. Jeszcze nie teraz! Jego przyspieszony oddech delikatnie muska moją skórę. Miałam być twarda... Do tego wszystkiego dochodzi zapach jego perfum i zupełnie tracę kontrolę. Rozpalone wargi spadają na moje spierzchnięte usta. Diego bez żadnych skrupułów błądzi jedną ręką po CAŁYM moim ciele, drugą nadal mnie podtrzymując. Kiedy jego dłoń znajduje się już na wyższej partii mojego uda odrobinę przytomnieje. Powoli odsuwam się od bruneta, który nadal trzyma mnie niebezpiecznie blisko ziemi. Bez pośpiechu stawia mnie na podłogę. Ledwie mogę utrzymać się na nogach.
- Takie obmacywanie podlega pod molestowanie, wiesz o tym? - pytam żartobliwie.
- Jeśli miałabyś mnie o coś oskarżyć, już dawno byś to zrobiła. W końcu nie pierwszy raz cię "obmacuję". - podkreśla ostatnie słowo  wykonując dłońmi cudzysłów w powietrzu.

Od pięciu minut czekam, aż Diego poda nam kolację. Nie chciał mojej pomocy, a przecież razem poszłoby nam szybciej. Jest taki uparty... Znudzona sięgam po kieliszek wypełniony winem, który opróżniam do połowy.
Mój wzrok pada na mały keyboard stojący w kącie salonu. Nigdy wcześniej go nie widziałam. Czy to możliwe by stał tu cały czas? Bez zastanowienia podchodzę do instrumentu i podłączam go do prądu. Naciskam na jeden z białych klawiszy, po chwili dociskając kolejne tworząc w ten sposób zupełnie nową, smutną melodię. Zamykam oczy i czuję jakbym widziała przed sobą nuty. Przygnębiający charakter tej piosenki wprowadza mnie w tajemniczy, melancholijny nastrój. Kiedy kończę słyszę za sobą brawa. Obracam się i widzę jak Diego przygląda mi się z ciekawością.
- Jeszcze nawet nie zaczęliśmy rozmowy, a już dowiadujemy się o sobie tyle nowych rzeczy. - stwierdza zawadiacko. - Od jak dawna grasz?
- Od dziecka. Mama mnie uczyła. - odpowiadam odchodząc od keyboardu.

Przechodzimy do jadalni, która tak, jak cały dom jest pięknie posprzątana o czym zdążyłam się przekonać już na wejściu. Przez środek solidnego stołu biegnie biały bieżnik, mebel zdobi również ozdobny świecznik. Na matach stołowych spoczywają dwa talerze wypełnione po brzegi spaghetti. Diego odsuwa przede mną krzesło, bym mogła swobodnie usiąść. Następnie siada naprzeciw mnie. Mimo wspaniałego zapachu potrawy nie mam apetytu.
- Naprawdę dobrze grasz. Chodzisz do jakiejś szkoły muzycznej? - zagaduje biorąc solidny łyk wina.
- Skoro mamy być ze sobą stu procentowo szczerzy to powinnam ci teraz powiedzieć, że w ogóle nie chodzę do szkoły. Naukę skończyłam rok temu i nie poszłam do szkoły średniej.
- Jak to? Dlaczego?
- Po prostu. Chciałam uniknąć pytań na które nie mogłabym udzielić szczerej odpowiedzi.

~~~
Przepraszam, że musieliście tak długo czekać. 
Dobranoc ♥

3 komentarze:

  1. Super zajebisty mega cudowny rozdział warto było poczekać.
    Czekam na next.
    Pozdrawiam wierna czytelniczka Natalia

    OdpowiedzUsuń
  2. cudoo *_* nie moge doczekac sie nastepnego

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudowny
    Czekam niecierpliwie na next 😊

    OdpowiedzUsuń

To Wasze komentarze dają mi największą motywację. Pamiętajcie, że dla Was to parę minut, a dla mnie radość na cały dzień ♥