czwartek, 19 lutego 2015

Rozdział VIII



- Przestań, nie musisz się nawet starać. Nie należę do grupy dziewczyn, które możesz poderwać. - powiedziałam, a jego ręka powędrowała na moje ramie. Momentalnie przeszedł po mnie zimny dreszcz.
- Przykro mi, że masz o mnie takie zdanie...  - stwierdził smutno. Czy on na serio mi się dziwi? 
- A jakie mam mieć? Może mnie oświecisz? Po tym co usłyszałam od Leona, Francesci nie chcę się z tobą widywać. A teraz puść mnie! 
Nagle nie wiadomo skąd, zjawił się Leon. Szarpnął Diego za rękaw jego szarej bluzy i odwrócił do siebie. 
- Nie słyszałeś co powiedziała? Masz ją zostawić! - warknął groźnie szatyn.
- Nie będziesz mi mówić co mam robić! Violetto, - zwrócił się do mnie. - proszę cię tylko o drugą szansę. Przemyśl to...  - szepnął ostatnie słowa, po czym puścił mnie i odszedł. Patrzyłam na jego oddalającą się powoli sylwetkę, a po chwili zniknął wśród drzew.
 Mimo tego, że znaliśmy się krótko, myśl o tym że mnie oszukał boli. Boli bardziej niż najmocniejszy cios zadany przez mojego ojca, ale dlaczego tak jest? Dlaczego jest mi z tym źle? Czy przez tę parę dni zdążyłam go aż tak polubić? Głos Leona gwałtownie wyrwał mnie z głębokiej zadumy.
- Wszystko w porządku? Czego on chciał? 
- Dlaczego każdy z was, to taki cholerny kłamca?! - wykrzyczałam z żalem w głosie, zupełnie ignorując jego pytania. Poczułam jak w moim gardle tworzy się ogromna  "gula". Chłopak spojrzał na mnie zdezorientowany i zdziwiony. - Słuchaj, przepraszam. Nie wiem już sama co właściwie mówię...
- Nie masz za co, w pełni rozumiem twoje zachowanie. Oszukano cię, teraz czujesz się zagubiona i zraniona. - wyjaśnił. On ma rację. Właśnie tak teraz się czuje. Nie rozumiem jak mogłam się na to wszystko, tak łatwo nabrać. - Chodź, przejdźmy się. 
Powoli przemierzaliśmy aleje mojego ulubionego parku. Leon na wszystkie sposoby próbował poprawić mi humor. Po części, udawało mu się to. Zaraz przypomniało mi się jak Diego przyszedł do mojego domu,a ja byłam w, nie oszukujmy się, opłakanym stanie. Szybko pozbyłam się tego wspomnienia z głowy.
- Od jak dawna znasz tego palanta? - zapytałam, a on zaśmiał się lekko.
- Chodzi ci o Diego, ta? - spytał nadal się śmiejąc. Pokiwałam głową. - Właściwie to od zawsze. Trudno będzie ci w to uwierzyć, ale do niedawna byliśmy najlepszymi przyjaciółmi. 
- Naprawdę?  To dlaczego teraz jest inaczej?
- Przez wiele rzeczy. Przeze mnie, przez niego, przez wszystko. - rzucił niedbale. Postanowiłam, że nie będę dalej ciągnąć go za język. Jeśli będzie chciał, sam mi o tym opowie. Zastanawia mnie tylko dlaczego ich przyjaźń tak nagle się skończyła. Co takiego zrobił Diego...albo Leon, w sumie to sama już nie wiem. Nie rozmyślając już o tym wszystkim dalej przechadzaliśmy się po parku. Atmosfera między nami była miła, dużo rozmawialiśmy,  śmialiśmy się. Czułam, że dobrze dogaduje się z Leonem.

Wreszcie dotarłam do domu, ostrożnie otworzyłam drzwi. Już w progu dało się słyszeć śmiechy. Jeden z pewnością należał do mojego ojca, ale drugi również był mi znany. Perlisty, wesoły chichot na pewno należał do kobiety. Niepewnie weszłam do wnętrza salonu. Nie mogłam uwierzyć, że osobą która siedzi obok mojego ojca jest moja ciotka - Angie. Przez dłuższą chwilę stałam w miejscu, zupełnie sparaliżowana.

Czy to możliwe, że to nie jest tylko mój kolejny sen na jawie? Po śmierci mamy powiedziała, że nie wróci do miejsca, które sprawia jej jedynie ból po stracie siostry. Nie przeniosła się nigdzie na stałe, a zaczęła podróżować. Nawet co jakiś czas przychodziły do nas kolorowe pocztówki z przeróżnych zakątków świata. To z Włoch, Australii, a nawet z Japonii.
W sumie, to nie mam jej za złe, że wyrwała się stąd. Gdybym była dorosła, bez zastanowienia zrobiłabym to samo. Angie powoli odwróciła się w moją stronę, a jej twarz jeszcze bardziej się rozpromieniła. Wstała i rzuciła mi się na szyję
- Violetta! Jak ja za tobą tęskniłam. - wyznała nie oswobadzając mnie z objęć
- Co ty tu robisz? Myślałam, że nie chcesz tu być. - powiedziałam odsuwając się od niej i krzyżując ręce.
- Niby tak, ale tęskniłam za wami. Chciałam cię zobaczyć, uściskać. Nie było dnia, w którym bym o was nie myślała. - ciocia przyjrzała mi się dokładniej. - A gdzie się podziały twoje spódniczki i sukienki? - zapytała roześmiana. Taa, gdybym wiedziała, że Angie przyjeżdża nie włożyłabym na siebie glanów, skórzanej kurtki i koszulki Iron Maiden...
-------------------------------------------------------------
Leże sobie chora w łóżku i wspaniałomyślnie postanowiłam, że dokończę rozdział xd
 No i wyszło coś takiego, sami oceńcie.
Wróciła mi wena i ma się dobrze, więc prawdopodobnie nie będziecie musieli
długo czekać na kolejny rozdział.
 Miłego dnia :*

4 komentarze:

  1. Czy Leon zawsze musi być takim idiotą i wpychać się tam gdzie nie powinien, aah? Mamy Angie hurra dzięki tej osóbce na końcu się uśmiechnęłam (mimo całościowego smutku z powodu smutku (hahah) Diego walcz walcz ). Szkoda że taki krótki, ale ciekawy, zastanawiam się jak to wszystko się potoczy powodzenia

    OdpowiedzUsuń
  2. Super rozdział *-* Czekam na next ^^

    OdpowiedzUsuń
  3. Wchodzę na Twojego bloga i jakie miłe zaskoczenie mnie spotkało; patrze , widzę nowy rozdział - HHUUURRRAA!!!!!!!!!!!!!!. Po prostu od razu banan na twarzy, ale do rzeczy, uwielbiam to w jaki sposób opisujesz uczucia Violi (zwłaszcza do Diego) bardzo ładnie Ci to wychodzi - jest to takie prawdziwe. Rozdział bardzo dobry, się dzieje :D ale Leona zabije hehehhe i Angie jest, to też super, powodzenia i zdrowiej ;) P.S. zastanawiałaś się na zakładką bohaterowie ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak szczerze? Mam opisane już połowę bohaterów, jednak nie mogę się przemóc, by to dokończyć (leniwa ja) . P.S: Dziękuję Ci za to, że nadal mnie wspierasz tymi wszystkimi ciepłymi słowami, zawsze gdy przeczytam Twój komentarz, aż chce mi się pisać :)

      Usuń

To Wasze komentarze dają mi największą motywację. Pamiętajcie, że dla Was to parę minut, a dla mnie radość na cały dzień ♥