poniedziałek, 29 grudnia 2014

Rozdział III




Myślałam że jeśli tylko mnie rozpozna będzie wrogo nastawiony z powodu mojego zachowania, jednak on uśmiechnął się w moją stronę. Dopiero wtedy zauważyłam jaki  ma olśniewający uśmiech, ciepły, a zarazem szczery. Chciałabym widywać taki codziennie, dzień od razu stawałby się lepszy. Reszta towarzystwa była widocznie zdziwiona i rozbawiona naszym, jak się okazało drugim spotkaniem. Po ogólnym zamieszaniu, chłopcy postanowili zrezygnować dziś z siłowni i zaprosili nas na soki. Ja musiałam niestety odmówić, już wystarczająco naraziłam się ojcu. Przeprosiłam wszystkich i powiedziałam że muszę już iść. Diego stwierdził, że nie ma nastroju i również wróci do domu. Pożegnałam się z Nati i resztą, a później razem z brunetem opuściłam siłownie. Szłam w stronę domu zostawiając chłopaka przed wejściem, ale po chwili dogonił mnie.
- Nie powiesz mi nawet jak masz na imię? - zagadał, będąc już przy mnie. Zdałam sobie  sprawę że nadal nie przedstawiłam się
- Skoro to dla ciebie takie ważne. - powiedziałam żartobliwie. - Jestem Violetta.
- Ja  nazywam się Diego,  ale to już chyba wiesz. 
- Ta, jeszcze pamiętam. 
- Mogę cię odprowadzić?  - zapytał, rozbrajając mnie uśmiechem.
- Czemu nie. 
 Po tych słowach szliśmy już przez park. To dziwne, ale mimo że go prawie nie znałam, byłam przekonana, iż jestem przy nim bezpieczna. Nie czułam już tego niepokoju, nie zadawałam sobie tylu pytań. Czy gdy wrócę do domu mój ojciec  znowu będzie pijany, czy znów mnie uderzy... Przy Diego nie myślałam o tym. Razem przeszliśmy przez park i gdy tylko zobaczyłam w oddali mój dom , znowu wszystko wróciło. Ten budynek nie budził we mnie już tylu wspaniałych wspomnień związanych z mamą, związanych z muzyką - jej pasją. Gdy tylko na niego patrzę czuję złość, niepokój, lęk. Słowa które kojarzą mi się z tym miejscem to nie miłość, czy szczęście, tylko awantury i alkohol...  Na myśl o tym wszystkim od razu posmutniałam. Chłopak chyba to zauważył.
- Coś się stało? - zapytał, przyglądając mi się badawczo. 
- Nie, nic się nie stało. - powiedziałam, jednak moja mimika twarzy nie zmieniła się.
- Daj spokój, może poznałem cię dzisiaj, ale widzę że jest coś nie tak. - zachęcał mnie dalej. Nie miałam wtedy akurat ochoty na wylewanie swoich żali. W sumie to wolę je zachować dla siebie...
- Może kiedy indziej, muszę iść. - stwierdziłam wskazując na mój dom, do którego doszliśmy. Robiłam pierwsze kroki do drzwi, nagle on zatrzymał mnie,
- Zaczekaj. - złapał mnie za nadgarstek. - Wiem gdzie mieszkasz, nie boisz się że będę cię nachodził? - zaśmiał się. 
-  Nie, nie za bardzo. Akurat ciebie się nie boję.
- Skoro nie boisz się mnie, to może dałabyś mi swój numer? - zapytał z tym swoim uśmiechem. Nie umiałabym mu odmówić,  nie wiedziałabym nawet jak.
- No nie wiem, zastanowię się ... - droczyłam się z nim. - Dobrze, pisz. - nakazałam, po czym podyktowałam mu mój numer telefonu. 
- Możesz być pewna że nie dam ci spokoju. - zażartował, zapisując na klawiaturze ostatnie cyfry. 
- Pa. - rzuciłam na odchodne. Weszłam do środka i po raz pierwszy od wielu miesięcy...uśmiechnęłam się. Nie wiem dlaczego osoba którą, poznałam godzinę temu  tak na mnie działa. W domu było cicho i pusto.. Postanowiłam że pójdę na górę, do mojego pokoju. Kiedy tam dotarłam od razu rzuciłam się na łóżko. Nagle usłyszałam jak coś z niego spada na podłogę. Był to różowo - fioletowy zeszyt. Pamiętam go, to mój stary pamiętnik. Nie rozstawałam się z nim nigdy, opisywałam tam każdy dzień. Jednak kiedy mama umarła nie umiałam napisać ani słowa. Kilka dni po jej śmierci schowałam go pod poduszkę i przestałam pisać, nie mogłam. Otworzyłam sekretnik na ostatnim wpisie i zaczęłam czytać :
 " Dlaczego wszystko jest takie trudne? Dlaczego to aż tak boli? Czuję się jakbym straciła część siebie. Myśl o tym że jej już nigdy nie zobaczę, że jej nie ma. To była moja mama. Gdybym tylko mogła z nią po raz ostatni porozmawiać, powiedziałabym jak bardzo za nią tęsknię, jak bardzo mi jej brakuje. Nie ma takiej rzeczy, której bym nie zrobiła, by móc usłyszeć jej głos ponownie." 
Pojedyncza łza spłynęła po moim policzku. Czy nadal potrafię pisać o swoich uczuciach, problemach, doświadczeniach? Może to faktycznie jakoś mi pomagało. Wzięłam pierwszy lepszy długopis i powoli przelewałam wszystko na papier.
 " Myślałam że już nigdy nic tu nie napiszę. Jednak dzisiaj czułam że potrzebuję komuś opowiedzieć co się ze mną dzieje. Nie wiem czy jeszcze potrafię, ale spróbuję. Tak więc dziś pierwszy raz od dłuższego czasu uśmiechnęłam się... Jednak nie umiem wyjaśnić dlaczego? Przecież poznałam tylko kolejnego, zwykłego chłopaka. Kogo ja oszukuje, on nie jest zwykłym chłopakiem. Gdy z nim przebywam, zapominam o wszystkim co mnie rani, boli, smuci i zostaje tylko szczęście. Znam go w sumie od dzisiaj... Tak wiem, to dziwne, ale czuję się z nim bezpieczna. Diego - to imię cały czas chodzi mi po głowie."
 Zamknęłam pamiętnik i odłożyłam go na szafkę nocną. Było już dość późno, więc poszłam się wykąpać. Kiedy wychodziłam z łazienki usłyszałam jak ktoś dobija się do drzwi. Pomyślałam że to na pewno ojciec. Zapomniałam że zamknęłam drzwi. Szybko weszłam do pokoju i przekręciłam klucz w drzwiach. Mimo hałasu ignorowałam go, pewnie był pijany, a ja nie chciałam się do niego zbliżać, kiedy był w takim stanie. Po paru minutach odgłosy dobiegające z dołu ustały, przewróciłam się na bok i zasnęłam.

---------------------------------------------
Jest dosyć nudny rozdział III.
Sami wiecie że staram się jak mogę, dodaję rozdziały praktycznie codziennie.
Dlatego też martwi mnie to że nie ma pod żadnym postem ani jednego komentarza.
Czyżby  nikt tego  nie czytał? Czy każdy wchodzi, patrzy - nudne i wychodzi?
Proszę tylko o Waszą opinie. 
  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

To Wasze komentarze dają mi największą motywację. Pamiętajcie, że dla Was to parę minut, a dla mnie radość na cały dzień ♥