- Po co go tu zaprosiłaś? - pyta próbując opanować gniew. Wpatruję się w ziemie. Nie mogę pojąć dlaczego czuję się jak na przesłuchaniu.
- Wydaję mi się, że to ja powinnam zadawać pytania. - prostuję. Diego patrzy na mnie wymownie, dając mi do zrozumienia, że chce usłyszeć odpowiedź na swoje pytanie. - Miałam powód.
- Chcę poznać ten powód. - otwiera sobie furtkę, po czym wchodzi na podwórko. Staje przede mną.
- Proszę, już dość. On był twoim przyjacielem, dlaczego teraz traktujesz go jak wroga?
- Chcę poznać ten powód. - powtarzam jego słowa. Chłopak uśmiecha się lekko.
- Zaprosić? Ale gdzie?
- Bo widzisz, kiedy wyszłaś z mojego domu zrozumiałem, że masz rację. Zdałem sobie sprawę, że wiesz o mnie tylko to, co chcę żebyś wiedziała, a nie chcę żeby tak było. Dlatego spędziłem pół dnia na przygotowywaniu kolacji dla nas. Będziemy jedli, śmiali się i takie tam, ale nie to jest najważniejsze. Najważniejsze jest to, że na każde pytanie będziemy musieli odpowiedzieć sobie szczerze. - ręce kładzie na karku. - Więc, zgadzasz się?
Nie znamy się długo, ale potrafię z niego wyczytać wszystkie emocje. Wzrok utkwiony we mnie, głos przepełniony nadzieją. Naprawdę zależy mu żeby ta kolacja się udała. Ja nie mam nic do stracenia, a on gotowy jest otworzyć przede mną swój świat pełen tajemnic. Przez dłuższy czas naszego związku wątpiłam w to, że Diego traktuje mnie poważnie, a teraz sam deklaruje stu procentową szczerość.
- Zgadzam się. - oznajmiam. Te dwa słowa wystarczyły, by na twarzy Hiszpana pojawił się uśmiech. - Za piętnaście minut do ciebie przyjdę.
- Mogę po ciebie wyjść. - proponuje automatycznie.
- Nie trzeba, przyjdę sama.
Ostatnie przygotowywania do kolacji już za mną. W łazience szybko poprawiam makijaż i schodzę na dół. Podchodzę do wielkiego lustra, które mieści się w korytarzu. Sądzę, że mój strój jest odpowiedni. Tunikę w czerwono-czarną kratę ze ściągaczem przy talii uważam za strzał w dziesiątkę. Dobrałam do niej grafitowe leginsy i nieodłączny element mojego ubioru, czyli czarną ramoneskę.
Sprawdzam na zegarze godzinę. Zostało mi pięć minut, co oznacza, że muszę już wychodzić.
Stres ściska mi gardło. Dobrze, że odmówiłam kiedy Diego zaproponował, że po mnie przyjdzie. Nie chciałabym żeby złapał mnie za rękę i poczuł jak drży. Zastanawia mnie tylko, czy on też tak się denerwuje.
Po raz nasty przeczesuję włosy palcami i wychodzę zamykając drzwi na klucz.
Każdy się czegoś boi, tylko dlaczego mój chłopak musi bać się prawdy? Doceniam, że mimo to zaprosił mnie na to... spotkanie? Randkę? Rozmowę? Nawet nie wiem jak to nazwać. Po krótkiej chwili namysłu dochodzę do wniosku, że jeżeli to randka, będzie ona naszą pierwszą. Zawsze spotykaliśmy się w gronie przyjaciół, czasami jego, czasami moich. Kilka razy wychodziliśmy razem spontanicznie, niczego nie planując, więc czy takie wypady można nazwać prawdziwą randką?
Nawet nie zauważam kiedy dochodzę do jego domu. Podchodzę do bramy przesuwnej i dzwonię. Czuję, jakby serce miało mi zaraz wyskoczyć z piersi. Po chwili kraty rozsuwają się i ostatni raz waham się czy podejść do drzwi. Nie myśląc za wiele po prostu to robię. Pukam kilka razy chudymi knykciami w dębowe drzwi. Nie ma odwrotu. Wchodzę.
_____
Króciutki, ale za to pojawił się wcześniej.
Miłego wieczoru, besos!

Super jak zawsze
OdpowiedzUsuńCzekam na naxt
Pozdrawiam 😊