poniedziałek, 5 października 2015

Rozdział XVIII


Cisza. Niezręczna, męcząca i irytująca cisza wciąż wisi pomiędzy nami. Obojgu nam to ciąży, lecz żadne nie chce tego zmienić, jakby wraz z wypowiedzianym słowem moglibyśmy zburzyć jakąś bezpieczną strefę wątpliwości. Wie, że stąpa po bardzo kruchym lodzie, a pytając o cokolwiek wpadłby pod jego taflę. Pewnie dlatego woli milczeć, a ja za nic nie mogę zacząć rozmowy, dlatego po prostu stoimy i wpatrujemy się w siebie, zamiast podjąć jakiekolwiek działania. Po paru minutach, które dla mnie minęły jak godziny, w końcu słyszę jego głos.
- Odprowadzę cię do domu, twoi rodzice na pewno się martwią.
- Nie. - rzucam stanowczym tonem, kiedy Leon wyciąga do mnie ramie. Gdyby tylko wiedział, jak bardzo się myli. - Nie mogę wrócić do domu, przynajmniej nie teraz
- Dlaczego? Czy to twoi... - przerywa zdając sobie sprawę, o co chce mnie zapytać.
- Nie, to nie moi rodzice, a ty miałeś o nic nie pytać!
- Kiedy nie mogę, zrozum mnie. Widzę cię w środku nocy w parku, a na dodatek w takim stanie. Jak mam nie pytać co się stało?
Znowu ta uciążliwa cisza.
- Dlaczego nie poszłaś do Diego? Przecież jego mama jest w Madrycie, na pewno pomógłby ci. - Nie odpowiadam. Nie chcę mówić o tym, czego nie zrobiłam. - To on ci to zrobił? 
- Przestań! Jak w ogóle możesz tak myśleć?! - wybucham niekontrolowanym płaczem.
 Tym razem nie potrafię się uspokoić, a emocję biorą górę, kiedy przypominam sobie o tacie, Diego i wszystkich, których oszukuję, łącznie z Leonem...
Verdas nie za bardzo wiedząc, jak ma się zachować przytula mnie. Po chwili ma już mokrą koszulę od moich łez, jednak nie przejmuje się tym.
- Przepraszam. - szepcze mi we włosy. Odsuwam się od niego, a widząc moje zdziwienie tłumaczy mi sens swoich przeprosin. - Przepraszam, bo nie powinienem cię osądzać tylko dlatego, że tak, jak twierdzisz, kochasz Diego. Nie potrzebnie powiedziałem ci tyle złych rzeczy na jego temat, ale uwierz mi, gdybyś znała go z tej strony, co ja, też nie miałabyś o nim najlepszego zdania.
- To dlaczego nie opowiesz mi o jego "złej" stronie? Czy ona w ogóle istnieje? - mówię coraz głośniej. - Nie pomyślałeś, że gdybyś to ty poznał go z tej strony, co ja, zmieniłbyś zdanie o nim?Wiem, że jestem jedną z jego wielu, wiem, że czasami lubi pójść do klubu, ale wszystkiego dowiedziałam się przecież na początku i pogodziłam się z tym. Tak naprawdę, pewnie nigdy nie zrozumiem waszej wzajemnej nienawiści, ale nie chcę jej rozumieć.
- Jest coś jeszcze.... - rzuca tajemniczo. Wygląda, jakby bił się z własnymi myślami, które powstrzymują go przed uchyleniem rąbka tajemnicy. - Ale nie mogę ci o tym powiedzieć.

Cały czas rozmyślam nad słowami Leona, mimo tego, że minęły już trzy dni od naszej rozmowy. W między czasie oczywiście spotkałam się parę razy z Diego, jednak przy nim w ogóle nie mogę skupić się na czymś innym, niż na wyznaniu Verdas'a. No bo, co tak właściwie miało znaczyć, że nie może mi o tym powiedzieć. To zabrzmiało tak, jakby Diego co najmniej kogoś zabił, a na pewno tego nie zrobił...chyba.
W ostatnim czasie nie czuję nawet strachu przed powrotem do domu, ponieważ wszystko i tak kieruje się do Diego. Poza tym ojciec jest już spokojniejszy. Oczywiście nic nie zmieniło się pod względem alkoholu i ciągłych kłótni, ale przynajmniej nie wyżywa się na mnie, ani nie sprowadza do domu swoich "kolegów od picia". Nie jestem skłonna w to uwierzyć, aczkolwiek snuję przypuszczenia, że ruszyły nim resztki sumienia po tym jak ostatnim razem przegiął. Na samo wspomnienie, aż się wzdrygam. Diego sądząc, że to z zimna mocniej dociska mnie do siebie.
Tuląc jego klatkę zrozumiałam, że naprawdę mało o nim wiem, a przecież jesteśmy ze sobą już pewien czas. Może powinnam bardziej zainteresować się jego przeszłością? Ale przecież nie zapytam "Hej, co zrobiłeś, na tyle strasznego, że nie mogę o tym wiedzieć, a twój były najlepszy przyjaciel cię za to nienawidzi?".
Nagle chłopak przekręca się tak, że leży teraz na mnie. Po chwili kładzie łokcie z dwóch stron mojej głowy, by zmniejszyć trochę swój ciężar i patrzy mi w oczy z powagą, a zarazem troską.
- Martwię się o ciebie.- wyznaje odgarniając mi przy tym kosmyk włosów z twarzy. Spoglądam w jego cudowne, zielone tęczówki i po raz pierwszy nie wiem co powiedzieć. Nie chcę wystraszyć go moją dociekliwością, a zarazem nie mogę wytrzymać dłużej w niepewności. Czy to złe, że chcę wiedzieć o nim wszystko? Może jest jakiś umowny czas w związku, (o którym nic nie wiem) przez który nie zadaje się za dużo osobistych pytań, a cieszy się sobą nawzajem.
- Zdajesz sobie sprawę, że od dnia, w którym twój ojciec nas zobaczył, a potem...
- A potem co? - prowokuję go, by w końcu to powiedział. Może to niewłaściwe, ale nie jestem na tyle słaba, by nie móc nazwać przy mnie rzeczy po imieniu. Niech nie sądzi, że jest mi przez to przykro lub źle, bo tak nie jest. Chociaż może... Dość. Przyzwyczaiłam się już do rzeczywistości, w której nie mam mamy, ojciec pije i bije, a nikt poza mną o tym nie wie, ale teraz muszę dzielić się tym wszystkim z inną osobą, co wcale nie jest łatwe, tym bardziej, że zależy mi na tej osobie.
- Przecież wiesz, co chcę powiedzieć.
 - To powiedz to wreszcie. - spycham go z siebie i wstaję z łóżka. Diego podąża moimi śladami i również wstaje. Patrzy jak zabieram telefon z nocnego stolika i pakuje go do torebki, potem jak wychodzę z jego pokoju i zakładam buty.
- Przestań. - brzmi to trochę jak prośba, jednak nie mam ochoty jej spełniać. Mam w sobie tyle skrajnych uczuć. Z jednej strony żal do Hiszpana, że nic mi nie mówi, z drugiej do siebie, że wolę żyć w niepewności, niż zapytać go o prawdę, no i ten niewytłumaczalny gniew na Leona, który dał mi do zrozumienia, iż nie wiem wszystkiego o swoim chłopaku, jednak sam woli milczeć.
- To ty przestań traktować mnie jak dziecko, które nie jest niczego świadome!
- Nie traktuję cię tak, to ty się tak zachowujesz! Wiesz, że ojciec cię bije, ale i tak codziennie wracasz do domu modląc się o to, by go tam nie było, a gdy jest posłusznie znosisz to, co ci robi.
- Nie musisz mnie pouczać, bo nie wiem czy wiesz, ale żyję tak już od paru lat i doskonale radziłam sobie ze wszystkim SAMA. Nie potrzebowałam pomocy wtedy i teraz też nie.
- Dlaczego jesteś taka uparta? - pyta nerwowo przeczesując ręką włosy. - Naprawdę nie rozumiem co cię napadło.
- Jestem zła, bo zdałam sobie sprawę z tego, że nic o tobie nie wiem, a kłótnia to chyba jedyny sposób, którym mogę rozładować swój gniew... - stwierdzam, co jest zgodne z prawdą. Jeśli Diego szczerze mnie kocha, musi wiedzieć, że nie jestem uległą i słodką dziewczyną, która zgodzi się ze wszystkim, co powie. Często nie mogę zrozumieć samej siebie, dlatego nie oczekuję, że on będzie potrafił. - A teraz wiem, że i ty nie wiesz jaka jestem.

________
Sami wiecie, jak jest u mnie z  systematycznością,
dlatego niedawno pisałam o jednym rozdziale na miesiąc.
Jednak teraz mam zupełnie inny pomysł na poprowadzenie,
wątków głównych i pobocznych, dlatego dzisiaj zajmuję się pisaniem.
Jednak wszyscy wiemy, że nie ma chęci, jeśli nie ma motywacji.
Moją motywacją jesteście Wy, a dokładniej Wasze komentarze.
Każdy chce usłyszeć coś o efektach swojej pracy, więc napiszcie co sądzicie,
jeśli tylko czytacie ten rozdział.

3 komentarze:

  1. Super jak zwykle czekam na next :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozdzialik cudo i zapraszam na mojego bloga też historia o Diego i Violettcie http://violettowepisanie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

To Wasze komentarze dają mi największą motywację. Pamiętajcie, że dla Was to parę minut, a dla mnie radość na cały dzień ♥