niedziela, 12 kwietnia 2015

Rozdział XIII



Stojąc tak przed Natalią, obserwując jej obojętną minę myślałam, że zacznę płakać. Oczy lekko mi się zeszkliły i już gdy miałam się kompletnie rozsypać ona podeszła do mnie i przytuliła. Momentalnie poczułam się lepiej. To tak, jakby ten uścisk zjednał w całość moje rozsypujące się kawałki. Po chwili odsunęła się ode mnie i zrobiła poważną minę.
- Nie obiecuje, że od razu będę go uwielbiać... - ale postaram się jakoś tolerować. - roześmiała się. 
- Dziękuję. On naprawdę chce się zmienić.
- Skoro tak mówisz. - przewróciła oczami, a mi uśmiech nie schodził z twarzy. To bardzo wiele dla mnie znaczyło, a na pewno utwierdziło mnie w przekonaniu, że zawsze mogę na nią liczyć.
- A może pójdziemy gdzieś razem? Diego zaprosi chłopaków  i pójdziemy może na jakiś koktajl lub na imprezę.
- Jeżeli, aż tak chcesz to mogę się zgodzić, byle nie było tam Maxiego, ani Camili. - wymamrotała. Widzę, że jeszcze o tym nie zapomniała...
Razem opuściłyśmy zaplecze i podeszłyśmy do  zniecierpliwionego Diego. Od razu opowiedziałam mu o moim pomyśle i tak, jak się spodziewałam zgodził się. Ustaliliśmy, że pójdziemy do jakiegoś klubu i tam spotkamy się z resztą. Chwile jeszcze pogadaliśmy, a ja obserwowałam jedynie Natalię i jej starania "bycia miłą". Oczywiście raz rzuciła coś w stylu "W tym klubie poznałeś pewnie wiele dziewczyn skoro tak go lubisz.", jednak szybko zaczęła się śmiać i obróciła to w formę żartu. Widzę, że się stara i to jest najważniejsze. Po kilku minutach wychodziliśmy już z lokalu. Diego zaproponował, że mnie podwiezie, ale chciałam odprowadzić Nati, więc pożegnałam go buziakiem w policzek. Droga do domu mojej przyjaciółki zleciała nam bardzo szybko. Pewnie dlatego, że dużo rozmawiałyśmy i śmiałyśmy się. Pomachałam jej na pożegnanie i nagle zadzwonił mój telefon. Wyciągnęłam go z kieszeni moich bordowych szortów i spojrzałam na wyświetlacz. To była Francesca... Zdziwiło mnie to, ale po chwili osłupienia w końcu odebrałam.
- Halo? Fran?
- Cześć, a co zdziwiona, że dzwonię? - zapytała pogodnie. - Chciałam po prostu wyciągnąć cię gdzieś. Nie wiem, może na zakupy, do kawiarni albo do mnie? Już dawno się nie widziałyśmy.
- Idę dzisiaj na imprezę z Nati i...
- To świetnie się składa. - przerwała mi. - Pójdziemy we trzy, co?
- No dobrze. - zgodziłam się. Nie umiałam jej odmówić w końcu to moja przyjaciółka. Ma racje, rzadko się spotykamy i trzeba to nadrobić. Uzgodniłam z Francescą godzinę i miejsce, a potem rozłączyłam się. Niby wszystko dobrze, ale co z Diego? Przecież ustaliłam, że na razie nie będę jej o nas mówić. Przecież to spotkanie miało przekonać Natalię do mojego chłopaka, a w ostateczności będę musiała udawać, że nie jesteśmy razem...

Siedziałam w pokoju i jak co dzień o tej porze pisałam coś w pamiętniku. Tyle myśli musiałam przelać na papier, tyle kartek zmarnować, by opisać swoje uczucia. Ostatnio coraz więcej pisze i to pozwala mi pomyśleć nad tym wszystkim. Nagle do mojego pokoju wparował ojciec, oczywiście bez pukania. Kiedyś zwróciłam mu na to uwagę, ale on stwierdził, że to jego dom i może robić co chce.
- Angie przychodzi na kolację, więc masz się zachowywać. - rzucił. Nie zwracając na niego uwagi kontynuowałam pisanie - Czy ty słyszysz, co ja do ciebie mówię?! - wysyczał ze wściekłością. Nie przejmowałam się tym. Byłam pewna, że nic mi nie może zrobić, skoro moja ciocia niedługo przyjdzie. On też doskonale zdawał sobie z tego sprawę i szybkim ruchem wyrwał mi z rąk pamiętnik.
- Natychmiast mi go oddaj! - krzyknęłam, po czym wstałam z łóżka .
- Nie lubię być ignorowany. - powiedział i przerwał mój sekretnik na pół. W jednej chwili rzuciłam się na niego z pięściami. Odepchnął mnie jedną ręką, a ja upadłam na łóżko, móc już tylko patrzeć, jak pamiętnik zmienia się w coraz mniejsze kawałki. Rzucił ostatnie strzępy na podłogę i wyszedł z pomieszczenia.Uklęknęłam na ziemi wpatrując się w małe kawałeczki mojego całego świata. Nie mogłam uwierzyć, że mógł zrobić coś takiego. Wiedział, on wiedział jak ten zeszyt jest dla mnie ważny, a mimo to nie zawahał się ani przez chwilę. Dlaczego?! Dlaczego on zawsze wszystko niszczy?! Dlaczego zawsze stara się próbuje mnie zranić?! To co zrobił było gorsze, niż najmocniejszy cios. Nienawidzę go... Jedna, samotna łza spłynęła na skrawek twardej okładki, który akurat trzymałam w dłoniach. Zebrałam pozostałości z moich ostatnich czterech lat życia i wsypałam wszystko do jakiegoś pudełeczka które znalazłam gdzieś w szafce. Całość wrzuciłam na najwyższą półkę w szafie. Chciałabym udawać, że nic się nie stało, ale nie potrafię... Postanowiłam - zadzwonię do Natalii i powiem jej, że nigdzie nie idę. Wyciągnęłam telefon z kieszeni i wybrałam jej numer.
- Nati, przepraszam, ale nie pójdę z wami na tą imprezę. - powiedziałam siadając na łóżko.
- Co? Nie, dlaczego? Chodzi o mnie, tak? Przecież obiecałam ci że postaram się z nim dogadać.
- To nie o to chodzi... Tak jakby pokłóciłam się z tatą i nie mam ochoty nigdzie iść, ale Francesca idzie, więc...
- Vilu, to nie jest powód. Jeśli się z nim pokłóciłaś to tym bardziej musisz iść. - oświadczyła, Jak zawsze ma rację... Przez dłuższą chwilę nie odzywałam się. - To co? Za piętnaście minut u ciebie będę i dopilnuje, żebyś poszła. - powiedziała i od razu się rozłączyła.
 Musiałam szybko się ogarnąć i wyjść przed Natalią. Nie chcę, by tu przyszła. Przebrałam się, zrobiłam szybki makijaż i praktycznie byłam gotowa. Kiedy byłam w salonie, akurat zadzwonił dzwonek.
-------------------------
Tak więc jest rozdział. Myślałam, że już nigdy go nie skończę, ale dość o tym.
Znów zmieniłam szablon, znów na stary. Jakoś nie mogłam się przyzwyczaić do tamtego.
Jednak mam nadzieję, że niedługo znów zmienię szablon, bo chcę zamówić
 nowy w jakiejś  szabloniarni, więc módlmy się, że przyjmą zamówienie :3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

To Wasze komentarze dają mi największą motywację. Pamiętajcie, że dla Was to parę minut, a dla mnie radość na cały dzień ♥