Nie mogłam na to patrzeć. Nagle poczułam pojedyncze ukłucie w sercu. Czy to jest zazdrość? Szybko odpędziłam od siebie tę myśl. Przecież nie mogę być zazdrosna o kogoś, z kim nawet nie byłam. Odwróciłam się na pięcie i nie chcąc dłużej przyglądać się tej "uroczej" scence ruszyłam w stronę domu. Zaraz usłyszałam za sobą jego głos. Zaczęłam iść szybciej, jednak moje starania i tak poszły na marne, ponieważ chłopak zaraz mnie dogonił. Nie zwracając na niego uwagi dalej kroczyłam chodnikiem.
- Czemu nie odbierasz moich telefonów? Martwiłem się...
- O mnie nie musisz, martw się lepiej o swoją nową dziewczynę, bo nie wydaje mi się by była zadowolona z tego, że musi na ciebie czekać. - powiedziałam opanowana na tyle, na ile pozwolił mi mój organizm.
- A więc o to ci chodzi. - roześmiał się, tym samym podwyższając poziom mojej irytacji. - Chodź, przedstawię was sobie.
Diego mocnym chwytem ujął moją dłoń i mimo protestów ciągnął mnie za sobą w stronę tej blond piękności. Spojrzała na mnie z sarkastycznym uśmieszkiem. Zażenowana tą całą sytuacją unikałam jej wzroku i bezsensownie wpatrywałam się w ziemię.
- Violetto, to jest Ludmilla. Ludmilla, to Violetta. Słuchaj, - spojrzał na nią. - możesz powiedzieć, że nie jesteś moją dziewczyną? - Zmieszana czekałam aż ta szopka dobiegnie końca. Ludmilla spojrzała na mnie z politowaniem, zarazem nie kryjąc swojego rozbawienia.
- Co?! Naprawdę myślałaś, że jestem jego dziewczyną?! No nie powiem, wyobraźnie to ty masz.
- Dzięki Lu, później się zdzwonimy. - pożegnał ją lekkim buziakiem w polik. Kolejny raz szedł przed siebie mocno trzymając moją dłoń. Czy ja wyglądam jak pluszowy miś, którego można wszędzie ze sobą wziąć? Mimowolnie podążałam za nim, aż w końcu znaleźliśmy się w parku. Diego usiadł na pierwszej lepszej ławce, ja stałam. Przez chwile przyglądał mi się czekając, aż coś powiem.. Skrzyżowałam ręce, a on zrezygnowany zaczął.
- Ludmilla to moja przyjaciółka z czasów dzieciństwa. - wyjaśnił. Głośno wypuściłam powietrze.
- Nic mi nie musisz tłumaczyć. Możesz sobie mieć dziewczynę, czy tam przyjaciółkę, ale mnie to nie obchodzi, bo...
- Jak na kogoś kogo to nie obchodzi, bardzo się tym wszystkim przejęłaś. - wtrącił. Jak on może być taki cyniczny?! I co mam mu teraz przyznać rację? Zdenerwowałam się tylko dlatego, że kilka godzin temu rozmawiał z Nati o tym, jakby on chciał żebym dała mu drugą szansę. Po prostu widząc go z jakąś inną dziewczyną pomyślałam, że tak naprawdę nie zależy mu na tym wcale. - I co nic nie powiesz?
Nie odzywając się zaczęłam iść w przeciwną stronę. Muszę odpocząć od tego wszystkiego...od niego. Chwilę później chłopak dogonił mnie. Uparty jest...
- Chcę z Tobą być, jak mogę ci to udowodnić?
- Diego, skrzywdziłeś moją przyjaciółkę. To już jest wystarczający powód dla którego nie możesz ze mną ... - Hiszpan przerwał mi szybkim pocałunkiem złożonym na moich ustach. Nie myśląc za wiele poddałam się jego ciepłym wargą i odwzajemniłam to. Poczułam przyjemne ciepło ogarniające mnie całą, on widząc że nie protestuje przyciągnął mnie jeszcze bliżej, jeszcze bardziej napierając na moje usta. Po dłuższej chwili odsunął się , oparł swoje czoło o moje i uśmiechnął słodko. To co właśnie się stało było spontanicznym, niespodziewanym, ale przede wszystkim niezwykłym dowodem jego uczuć.
- Jak myślisz? Mamy jakąś szansę? - zapytałam, gdy złapał mnie za ręce.
- Nie wiem, ale mogę ci obiecać że dopóki będziemy próbowali, zostanę przy tobie. - wyznał, a ja mocno go przytuliłam. Jak miło znaleźć się w tych silnych ramionach i znów poczuć tak bezpiecznie.
Spacerowaliśmy po mieście trzymając za ręce. Było już ciemno, a drogę oświetlał nam jedynie blask latarni. Od dłuższej chwili trwała pomiędzy nami cisza, jednak nie była ona niezręczna. Mogłabym z nim tak milczeć cały czas. Cieszyliśmy się swoją obecnością, a do tego nie były potrzebne nam słowa. Te cudowne chwile nie mogły oczywiście trwać wiecznie, ponieważ powoli zbliżaliśmy się do mojego domu. Złapałam Diego mocniej za rękę, nie chcąc, by ją puścił gdy dojdziemy już do celu. Już przy drzwiach chłopak stanął przede mną.
- Jesteś pewna, że musisz tam wracać? Możesz przecież pójść do mnie. - zaproponował zaplatając ręce wokół mojej talii
- Dam sobie radę. - odpowiedziałam krótko. Chłopak pocałował mnie w czoło i szepnął "Śpij dobrze księżniczko", po czym odszedł.Rozanielona wślizgnęłam się do domu. Ojciec był w gabinecie i zanim zdążył mnie zauważyć znalazłam się w swoim pokoju. Pierwszą rzeczą którą zrobiłam było oczywiście wyciągnięcie z pod poduszki pamiętnika. Znalazłam na stoliku nocnym jakiś długopis i od razu zaczęłam pisać. " Dziś to się stało, dziś pierwszy raz całowałam się z Diego! Okazało się, że tym pocałunkiem rozwiał moje wszystkie obawy i wątpliwości. To prawda, znamy się krótko, ale kocham Go...Czasami zastanawiam się jak to w ogóle możliwe, z pewnością moje serce nie wie co to rozsądek...".
Dość długo nie mogłam zasnąć. Kręciłam się z boku na bok, ale to nie pomagało. Moją głową targały wszystkie myśli, a w głowie jak dzwon dudniły te wszystkie słowa : " ...on prędzej czy później zrani cię.", " ...okazał się dupkiem i tyle.", "Nie chcę ci mówić co masz robić, ale naprawdę nie warto tracić na niego czas.". Dość! Nie mogę do siebie dopuszczać tylu negatywnych myśli. Nie chcę tego.... Chcę mieć nadzieje, że to może się udać, bez względu na to, co było. Powoli przekręciłam się na bok i po pewnym czasie zasnęłam.
Gdy tylko się obudziłam i wykonałam wszystkie poranne czynności zaczęłam szykować się do pracy. Oczywiście po paru minutach byłam już gotowa. Gdy wychodziłam dosłownie wpadłam na Angie. Po chwili rozbawienia ciocia zaproponowała, że mnie podwiezie. Był straszny upał, więc bez zastanowienia zgodziłam się. Po około pięciu minutach dotarłyśmy na miejsce. Podziękowałam jej po czym mocno uściskałam. Już wchodziłam na zaplecze, kiedy nagle mój szef wezwał mnie do swojego biura. Jego posępna mina nie zdradzała zupełnie nic. Przez chwile zastanawiałam się czy w ostatnich dniach mojej pracy tutaj, czegoś nie przeskrobałam. Mężczyzna siedział za porządnym biurkiem wykonanym z ciemnego drewna. Wyglądał tak, jak zawsze. Kruczoczarne włosy lekko roztrzepane, biała koszula zapięta pod sam kołnierzyk i popielate, lekko sprane dżinsy. Wskazał na krzesło bym usiadła, a ja od razu to zrobiłam. Spojrzał na mnie lekko zakłopotany.
- Wezwałem cię tutaj z powodu dość przykrej sprawy. - w końcu zaczął. - Wiesz jak to jest, trzeba ciąć koszty, by nie wylecieć z tej branży. Kupować najtańszy towar, zatrudniać jak najmniej pracowników. Właśnie dlatego będziemy musieli na tym etapie zakończyć naszą współpracę.
Zamurowało mnie. Pracuję tu już prawie rok i nikt nigdy nie skarżył się na mnie, ani na to jak wykonuję swoją pracę. W ogóle czy można kogoś zwolnić po prostu, od tak? Pewnie można, no ale dlaczego mnie? Podobno dotychczas sumiennie wywiązywałam się z moich obowiązków. Może nie powinnam tego traktować jak koniec świata, jednak czuje że potraktowano mnie niesprawiedliwie. Nie odzywając się położyłam na biurko plakietkę z moim imieniem z tym ich śmiesznym logo i wyszłam, by zabrać swoje rzeczy z szafki. Wzięłam z zaplecza jakiś niepotrzebny karton i zaczęłam wszystko do niego pakować. Na koniec z powrotem weszłam do biura i oddałam klucze od szafki i głównych drzwi baru. Tak, nie chciałam okazać swojego rozczarowania i żalu.
Po odniesieniu kartonu do domu zadzwoniłam do Natalii, by poprosić ją o spotkanie. Zgodziła się i zaproponowała bym przyszła do niej. Chcę komuś powiedzieć o tych wszystkich wydarzeniach, potrzebuję tego. Po krótkim czasie byłam już pod bramą prowadzącą do domu Nati. Nie musiałam nawet dzwonić przez domofon, ponieważ moja przyjaciółka już na mnie czekała przed drzwiami. Od razu uściskała mnie na powitanie. Jak zawsze jej przemili rodzice zrobili to samo.
Muszę przyznać, że chwilami zazdroszczę jej tego wszystkiego. Ma wspaniałe życie - cudownych rodziców, którzy bardzo ją kochają, rodzinę, która ją wspiera. Właśnie w takich chwilach żałuję, że kiedyś nie doceniałam tego wszystkiego. W końcu moja rodzina też kiedyś wyglądała tak, jak z jakiegoś obrazka. Teraz mogę jedynie bić się w pierś za te wszystkie kłótnie z mamą, Angie, tatą.... Czy naprawdę musimy coś stracić, by zrozumieć jakie to jest dla nas ważne?
Kiedy znalazłyśmy się w pokoju Nati zaraz usiadłyśmy na łóżku.
- Mam ci tyle do opowiedzenia... - zaczęłam głośno wzdychając.
--------
Wreszcie udało mi się coś wystukać. Przez jakiś czas miałam tą moją "blokadę" i nie mogłam słowa napisać xd Teraz powinno być już tylko lepiej. Jak zauważyliście (albo i nie) pojawiła się już zapowiadana zakładka "bohaterowie".
- Wezwałem cię tutaj z powodu dość przykrej sprawy. - w końcu zaczął. - Wiesz jak to jest, trzeba ciąć koszty, by nie wylecieć z tej branży. Kupować najtańszy towar, zatrudniać jak najmniej pracowników. Właśnie dlatego będziemy musieli na tym etapie zakończyć naszą współpracę.
Zamurowało mnie. Pracuję tu już prawie rok i nikt nigdy nie skarżył się na mnie, ani na to jak wykonuję swoją pracę. W ogóle czy można kogoś zwolnić po prostu, od tak? Pewnie można, no ale dlaczego mnie? Podobno dotychczas sumiennie wywiązywałam się z moich obowiązków. Może nie powinnam tego traktować jak koniec świata, jednak czuje że potraktowano mnie niesprawiedliwie. Nie odzywając się położyłam na biurko plakietkę z moim imieniem z tym ich śmiesznym logo i wyszłam, by zabrać swoje rzeczy z szafki. Wzięłam z zaplecza jakiś niepotrzebny karton i zaczęłam wszystko do niego pakować. Na koniec z powrotem weszłam do biura i oddałam klucze od szafki i głównych drzwi baru. Tak, nie chciałam okazać swojego rozczarowania i żalu.
Po odniesieniu kartonu do domu zadzwoniłam do Natalii, by poprosić ją o spotkanie. Zgodziła się i zaproponowała bym przyszła do niej. Chcę komuś powiedzieć o tych wszystkich wydarzeniach, potrzebuję tego. Po krótkim czasie byłam już pod bramą prowadzącą do domu Nati. Nie musiałam nawet dzwonić przez domofon, ponieważ moja przyjaciółka już na mnie czekała przed drzwiami. Od razu uściskała mnie na powitanie. Jak zawsze jej przemili rodzice zrobili to samo.
Muszę przyznać, że chwilami zazdroszczę jej tego wszystkiego. Ma wspaniałe życie - cudownych rodziców, którzy bardzo ją kochają, rodzinę, która ją wspiera. Właśnie w takich chwilach żałuję, że kiedyś nie doceniałam tego wszystkiego. W końcu moja rodzina też kiedyś wyglądała tak, jak z jakiegoś obrazka. Teraz mogę jedynie bić się w pierś za te wszystkie kłótnie z mamą, Angie, tatą.... Czy naprawdę musimy coś stracić, by zrozumieć jakie to jest dla nas ważne?
Kiedy znalazłyśmy się w pokoju Nati zaraz usiadłyśmy na łóżku.
- Mam ci tyle do opowiedzenia... - zaczęłam głośno wzdychając.
--------
Wreszcie udało mi się coś wystukać. Przez jakiś czas miałam tą moją "blokadę" i nie mogłam słowa napisać xd Teraz powinno być już tylko lepiej. Jak zauważyliście (albo i nie) pojawiła się już zapowiadana zakładka "bohaterowie".
Super rozdział �� Czekam na next ^^
OdpowiedzUsuńNowy rozdział *-* Tak to ja, wiem, sorry że dopiero teraz ale mam urwanie głowy w szkole -_- ale nie o tym, uwielbiam tego bloga i muszę przyznać, że ten rozdział jest chyba najlepszy ze wszystkich. Genialnie opisana scena Dieletty (pocałunek i dalej cuudoo). Diego i Ludmila - przyjaciele - uwielbiam tą dwójkę tutaj, w serialu innych opowiadaniach i w realu, mają cudowną relację i przyjaźń, ciekawe jak to będzie u ciebie ???? Violu wylali smuteczek, ale co tam znajdziesz lepszą robotę a nie kelnerować, a co !! :D. Brawo za zakładkę bohaterowie nie zawiodłam się jak na pierwszy raz to bardzo dobra powodzenia, czekam i jeszcze raz przepraszam, ale życie -->kręta droga ;)
OdpowiedzUsuńo jaki ładny, rozmarzyłam się przy tym pocałunku, cuudo byle tak dalej
OdpowiedzUsuń