wtorek, 27 stycznia 2015

Rozdział V


Otworzyłam drzwi i aż zaniemówiłam widząc tą osobę tutaj. Diego stał przyglądając  mi się z niepokojem. W jednej chwili zamknęłam mu drzwi przed nosem, w tamtym momencie nic innego nie wpadło mi do głowy. Chłopak zaczął wołać " Violetta otwórz!  " . Bałam się że ojciec zaraz zejdzie na dół, by zobaczyć co się dzieje, więc otworzyłam drzwi i wyszłam na zewnątrz. On przez chwilę patrzył na mnie marszcząc brwi i zaczął.
- Co ci się stało? - złapał mnie za podbródek i obrócił mi głowę na bok, by zobaczyć mój posiniaczony policzek. Jednym ruchem zdjęłam jego dłoń z twarzy.
- Nie. Pytanie brzmi co ty tu właściwie robisz?
- Dzwoniłem, ale nie odbierałaś, więc postanowiłem przyjść. - Odruchowo sprawdziłam telefon. Rzeczywiście dostałam powiadomienie o dwóch nieodebranych połączeniach. - Teraz ty mi odpowiesz. Chcę wiedzieć co ci się stało.
-Ale ja nie chcę żebyś wiedział! - syknęłam obracając się na pięcie. Zdążyłam zrobić jeden krok, a Diego w jednej chwili stanął przede mną. Spojrzał mi w oczy, ja momentalnie zmiękłam. Delikatnie starł kciukiem resztki mojego tuszu z oczu. 
- Chodź, zabieram cię stąd. 
- Dokąd?
- Do mnie. - odpowiedział łapiąc mnie za rękę. Na początku protestowałam i nie chciałam się na to zgodzić,  ale po chwili namówił mnie. Szliśmy cały czas trzymając się za ręce. Niby dziwne uczucie iść tak z kimś, kogo zna się jeden dzień, jednak nie przeszkadzało mi to. Nagle zatrzymał się przed dość sporym domem. Wyciągnął z kieszeni swojej skórzanej kurtki klucze i otworzył przede mną bramę. Ruszyłam w kierunku budynku. Diego kolejny raz otworzył mi drzwi, a ja nieśmiało weszłam do wnętrza posiadłości. Znalazłam się w dużym salonie, w którym panował lekki bałagan. Ściany pomalowane były tam na biało, a podłoga wyłożona została puchatą wykładziną w odcieniu beżu. Usiadłam na kanapie wykonanej ze skóry. Chłopak po chwili usiadł obok mnie.
- A teraz mi powiesz co się stało.  
- Nie chcę cię zanudzać moimi problemami. - stwierdziłam bawiąc się końcami mojej bluzki. - Pewnie i tak cię to nie obchodzi.
- A czy zabrałbym cię do siebie, gdyby mnie nie obchodziło? - Brunet delikatnie położył swoją dłoń na mojej i spojrzał w oczy. -Naprawdę możesz mi powiedzieć. 
- Dobrze. Po prostu... - wzięłam głęboki wdech. Z trudem układałam sobie w głowie , co chciałam mu powiedzieć. - ja i tata bardzo przeżyliśmy śmierć mojej mamy. On odreagowywał piciem, a ja całkowicie zmieniłam swój charakter. Od tamtego czasu  bardzo często, hm praktycznie zawsze wracał do domu pijany. Na początku wmawiałam sobie, że to przez stratę mamy, ale gdy pierwszy raz.... - jeszcze przez chwilę zawahałam się. Stanęłam przed nim i kontynuowałam. - mnie uderzył, wiedziałam że to już się nie zmieni. Wiedziałam że codziennością będą krzyki, awantury, bicie.... Trwa to już od około dwóch lat. Dzisiaj także mnie uderzył, dlatego mam ślad na policzku.

Nagle poczułam znaczną ulgę kiedy komuś o tym powiedziałam. Diego bez słowa wstał i mocno mnie przytulił. Chyba widział, że dużo kosztowała mnie ta opowieść. Po dłuższym czasie odsunęłam się od niego. 
- Gdybyś mi nie powiedziała... Nawet bym nie podejrzewał... - najwyraźniej nie wiedział co powiedzieć. 
- Powinnaś zostać u mnie na noc.
- Nie, to nie jest dobry pomysł. Ja dziwnie bym się czuła, a twoi rodzice na pewno się nie zgodzą.
- Nie mieszkam z rodzicami. Mama wyjechała na roczny kontrakt do Madrytu, a taty po prostu nie znam.
- Przepraszam, ja... nie miałam pojęcia.- poczułam się trochę niezręcznie.
- Nie masz za co, jedyne co musisz to zostać tu na noc. Nie możesz przecież wrócić do domu. 
- Nie, naprawdę, dam radę. Wieczorami i tak zazwyczaj ojciec wychodzi do baru. - powiedziałam. Po wyjaśnieniu całej sprawy z powrotem usiedliśmy na kanapie. Diego przyniósł mi sok do picia. Przez dłuższy czas rozmawialiśmy. Pytaliśmy siebie o wszystko. Dowiedziałam się że chłopak mieszkał w Madrycie,  jednak przeprowadził się z mamą do Buenos Aires, ponieważ mieli nadzieję że znajdą tu jego ojca. Po roku jego matka dostała roczną ofertę pracy i z powrotem wyjechała do Hiszpanii. Diego nie chciał jechać, dlatego że znalazł tu już przyjaciół i jak twierdzi  jego miejsce jest w B.A. Wynikło z tego powodu trochę kłótni między nimi, ale w końcu pozwoliła mu zostać.
Miałam takie wrażenie, że Diego bardzo się przede mną otworzył. Opowiedział mi przecież o swoim życiu, rodzinie. Ja także czułam, że mogę mu zaufać i powiedzieć o wszystkim. Robiło się już późno, w związku z czym przeprosiłam go i powiedziałam, że muszę już wracać do domu. On zaproponował odprowadzenie mnie, na co ja od razu się zgodziłam. Hiszpan, podobnie jak Francesca, mieszkał blisko mnie, więc zdziwiłam się, że nie spotkaliśmy się wcześniej.  Właśnie doszliśmy do moich drzwi. Chłopak stanął przede mną, a ja powiedziałam tylko jedno słowo "Dziękuję ".
- Za co ? 
- Za to, że mogłam powiedzieć komuś co czuję,  naprawdę jest mi teraz o wiele lepiej. 
Diego uśmiechnął się do mnie i spojrzał mi głęboko w oczy. Zaczął przybliżać swoją twarz do mojej. Wiedziałam o co chodzi, ale nie wiedziałam czy akurat w tym momencie tego chciałam. Czułam jego nierówny oddech na twarzy. Moje serce biło coraz szybciej. Nasze usta dzieliło już dosłownie kilka milimetrów...

------------------------------------------------------------
No to jest już taki króciutki rozdział piąty. 
Jak pisałam wcześniej częstotliwość dodawania rozdziałów zależy teraz tyko i wyłącznie od Was. 
Tak w ogóle to wczoraj wieczorem weszłam na bloga z mojego telefonu,
patrzę i oczom nie wierzę. Pod ostatnim rozdziałem widzę napis " 1 komentarz " .
Wiem że to co teraz napiszę jest głupie, ale to właśnie ten jeden komentarz
był powodem mojej radości do końca dnia. Takie z pozoru małe rzeczy naprawdę mnie uszczęśliwiają, a zarazem są motywacją do dalszej pracy.
No, to co ja już Was nie męczę. Miłego dnia! :*
3 kom. = NEXT


4 komentarze:

  1. Ooo ciesze się, mogłam sprawić, że ktoś przepełnił się radością. Co do rozdziału cieszę się że Diego i Vilu tak powolutku się poznają....i więcej, ahh no wiesz <3
    Diego bez matki( przy sobie) bez ojca, zastanawiam się co on w dzień ich poznania nióśł jest artystą? lubi muzykę? Rozdział słodki i dla mnie refleksyjny czekam dalej (wiesz jeśli chcesz mieć więcej kom. musi zareklamować na innych blogach swój, na pewno każdy doceni taki talent good luck ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Takie cudo, że aż dziwi mnie to, że nie pochwaliłaś mi się tym cudeńkiem w komentarzu u mnie na blogu. Nie mam reguły zaglądać na profile komentujących, a na zostawione przez nich linki jednak czasami zaglądam. :3 (Pamiętaj tak na przyszłość :D)
    Zwarzając na to że nie komentowałam wcześniejszych rozdziałów, odwołam się tutaj do całej dotąd opublikowanej historii. Jest naprawde cudna, a przede wszystkim - orginalna. To mi się w niej podoba. Ma w sobie coś naprawde cudownego. Mam nadzieje, że nie będę musiała długo czekać na kolejny rozdział. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wierze że autorka mojego ukochanego opowiadania, a zarazem mój wzór do naśladowania odwiedziła i skomentowała moje wypociny. Dziękuję za miłe słowa, które są dla mnie naprawdę ważne, zwłaszcza że napisała je taka wspaniała pisarka jak Ty. Co do tego chwalenia się to miałam zamiar zachęcenia Cię do przeczytania mojej historii, ale ostatecznie rozmyśliłam się xd

      Usuń
  3. Jeju Dieletta jak ja ich kocham cuudo

    OdpowiedzUsuń

To Wasze komentarze dają mi największą motywację. Pamiętajcie, że dla Was to parę minut, a dla mnie radość na cały dzień ♥